Random memories

Kiedy zobaczyłam tego posta Sally Jane Vintage o retro fryzurach z warkoczykami, zafundowałam sobie ciąg dalszy moich nieuporządkowanych wspomnień, tym razem trochę z dzieciństwa, trochę z młodości...

Zawsze bowiem marzyłam choćby o minimalnych warkoczykach, ale miałam tak "błagie", jak to się mówiło kiedyś, włosy, że kończyło się zazwyczaj w porywach na kitkach z kokardą :) odkąd pamiętam kombinowałam z tymi moimi "pięcioma włosami na krzyż" jak mogłam, żeby tylko coś z nich  ułożyć. 

Z dzieciństwa mam sentyment do wszelkich wyszywanych w różne wzory, zwłaszcza kwiatowe bluzek, co własnoręcznie robiła wieczorami moja mama. Z nostalgią też wspominam moją długą sukienkę, w której wystąpiłam w przedszkolu w roli WIOSNY w przedstawieniu o 4 porach roku. Wyobraźcie sobie, że pamiętam, jak przyglądałam się jak moja mama i starsza siostra przyszywały do niej wykonywane z różnokolorowych wstążek kwiatki, a na koronie przyklejały wycięte z takich niegdysiejszych stempelków ptaszki. Pamiętam też jak przez mgłę samo przedstawienie, choć miałam wtedy najwyżej 4-5 lat. 

Jak widzę teraz powrót do falban i falbanek, to od razu przypominają mi się moje sukienki i spódnice z lat osiemdziesiątych... No i - kropki, skarpetki, kloszowe spódnice, a potem kozaki za kolano...

Niestety też mam jeden koszmar z dzieciństwa, przeżywałam straszne katusze z powodu moich niedoskonałych rysów twarzy, dopóki nie skończyła się podstawówka nie mogłam się jeszcze malować. (widać to co najmniej na dwóch fatalnych zdjęciach  - ale cóż - było / minęło - historia :) Dziś pewnie zaczęłabym wcześniej :))) 

Ha, ha, wśród moich loooooków wspomnieniowych, pomieszanych bardzo czasowo (przedszkole / szkoła podstawowa / liceum / studia) wkleiłam też jeden mój look chyba z 2004 roku, na którym wyglądam trochę jak własna ciocia klocia :) Zawsze kiedyś marzyłam o takiej długiej, poważnej błyszczącej sukience, ale jak już ją miałam, to tak się wystylizowałam, ha, ha, ha, że postarzyłam się o dobrych 15 lat :))))) 

Sorry, że tak przynudzam z tymi wspomnieniami, ale to widocznie jakiś syndrom przed narodzinami mojej córeczki, na którą czeeeeeekam i czekam i nie mogę się doczekać. Potem chyba długo nie będę miała czasu na to skanowanie starych fotek i roztkliwianie się nad sobą... :))))